Akademia Sztuk Pięknych w Warszawie

“Piotr Gawron. Nie ma formy bez anegdoty”

Opublikowano 24 stycznia 2019

Piotr Gawron. Nie ma formy bez anegdoty, Akademia Sztuk Pięknych w Warszawie, Warszawa 2018, 180 s., ilustr., 31 cm. Projekt graficzny Lech Majewski

Swoistym logo sztuki Piotra Gawrona stały się formatowo niewielkie brązy o bogatej, niekiedy wręcz barokowej plastyce i miękkim, płynnym obrysie. Na każdej wystawie zbiorowej zwracają uwagę oryginalnością formy, precyzją wykonania, charakterystycznym sposobem kształtowania bryły, rodzajem ekspresji oraz rozbudowaną fabułą. Obie warstwy dzieła – formalna i znaczeniowa oddziaływają na siebie na zasadzie sprzężenia zwrotnego, bowiem według autora nie ma formy bez anegdoty i anegdoty bez formy. Nie ma udanej pracy bez właściwej ekspresji i oddania ekspresji w sposób adekwatny do tematu. Te słowa wypowiedziane we wrześniu 1996 roku w trakcie wywiadu udzielonego dziennikarce „Rzeczpospolitej” Ewie Szemplińskiej mogłyby posłużyć za motto całej twórczości Piotra Gawrona.

Warto również zacytować krótki fragment wystąpienia autora podczas otwarcia wystawy indywidualnej w Galerii Sztuki Współczesnej Oranżeria w Jabłonnej (18 stycznia 2015 roku): „Po ukończeniu Akademii, czyli w 1972 roku, uświadomiłem sobie, że rzeźba w Polsce jest w tematyce dramatyczna, heroiczna, tragiczna i zdałem sobie sprawę, że ja jestem inny. Z natury jestem pogodny i chciałem, aby moje rzeźby też takie były, żeby dostarczały ludziom radości, wesołości, pogody ducha”.

Obdarzony wrodzonym poczuciem humoru i darem obserwacji, demaskuje nasze przywary i śmiesznostki, aby opowiedzieć o nich w języku uśmiechniętej satyry. Absorbujące go wątki rozwija w cykle. Częstym tematem jego prac są relacje damsko-męskie. Kobieta jest w tym związku zazwyczaj stroną dominującą. Dorodna, zmysłowa, podporządkowuje sobie drobnego, wyraźnie fizycznie i psychicznie słabszego, zafascynowanego jej wdziękami mężczyznę. A więc sytuacja rodem z prozy Bruno Schulza, tyle że ukazana w krzywym lustrze pogodnej satyry.

 

(z tekstu Marii Teresy Krawczyk, Nie ma formy bez anegdoty)